Jeszcze kilkanaście lat temu papierowe kalendarze, pamiętniki czy aparaty analogowe wydawały się reliktem przeszłości. Dziś coraz częściej wracają do łask, a obok nich pojawiają się notesy, planery, książki, bullet journale, aparaty analogowe i inne aktywności, które nie wymagają ekranu ani dostępu do internetu. Czy to tylko chwilowa moda? A może w cyfrowym świecie zaczynamy szukać czegoś, czego technologia nie jest w stanie nam dać?

Dlaczego warto prowadzić dziennik?

Prowadzenie dziennika wielu osobom kojarzy się z nastoletnimi pamiętnikami albo codziennym opisywaniem wydarzeń. Tymczasem współczesny journaling może wyglądać zupełnie inaczej.

Dla jednych jest miejscem na zapisanie myśli po trudnym dniu. Dla innych sposobem na uporządkowanie planów, pomysłów czy emocji. Nie trzeba pisać codziennie ani tworzyć długich wpisów. Czasem wystarczy kilka zdań, by zauważyć rzeczy, które w codziennym pośpiechu łatwo przeoczyć.

To właśnie dlatego coraz więcej osób wraca do zwykłego notesu. Nie dlatego, że jest wygodniejszy od telefonu, ale dlatego, że wymaga zatrzymania się na chwilę i skupienia wyłącznie na jednej czynności.

Skąd powrót do analogowych przyjemności?

Podobne zjawisko można zauważyć nie tylko w przypadku prowadzenia dziennika. Coraz większą popularnością cieszą się papierowe książki, planszówki, puzzle, ręczne robótki, a nawet fotografia analogowa.

Choć każde z tych zajęć jest inne, mają jedną wspólną cechę – trudno wykonywać je w pośpiechu. Nie wysyłają powiadomień, nie zachęcają do przełączania się między kolejnymi zadaniami i nie walczą o naszą uwagę. Być może właśnie dlatego zaczynają być dla wielu osób tak atrakcyjne. W świecie, w którym niemal każdą wolną chwilę wypełniają ekrany, analogowe aktywności stają się okazją do zwolnienia tempa.

Papier pozwala skupić się na jednej rzeczy

Kiedy zapisujemy coś ręcznie, czytamy książkę albo robimy zdjęcie aparatem analogowym, trudniej jednocześnie sprawdzać wiadomości, odpowiadać na e-maile czy przeglądać media społecznościowe.

Nie oznacza to, że papier jest lepszy od technologii. Po prostu stawia przed nami inne wymagania. Zachęca do większej uważności i cierpliwości, których często brakuje nam w codziennym życiu. Może właśnie dlatego wiele osób mówi, że po kilkunastu minutach spędzonych z notesem czy książką czuje się spokojniej niż po godzinie spędzonej przed ekranem.

Analogowe przyjemności nie muszą oznaczać rezygnacji z technologii

Powrót do papieru nie jest buntem przeciwko nowoczesności. Trudno dziś wyobrazić sobie życie bez smartfonów, komputerów czy internetu i nie ma w tym nic złego. Coraz częściej chodzi raczej o znalezienie równowagi. O stworzenie przestrzeni, w której nie wszystko dzieje się natychmiast, a każda chwila nie jest przerywana kolejnym powiadomieniem.

Dlatego obok cyfrowych narzędzi coraz częściej pojawiają się zwykły notes, książka czy aparat, który pozwala zrobić zaledwie kilkadziesiąt zdjęć na jednej rolce filmu. Nie dlatego, że są bardziej praktyczne, ale dlatego, że zmieniają sposób, w jaki przeżywamy daną chwilę.

Nie chodzi (tylko) o nostalgię

Łatwo pomyśleć, że powrót do analogowych aktywności wynika z tęsknoty za przeszłością. Oczywiście bywa i tak, ale często wynika z zupełnie czegoś innego.

Osoby kupujące papierowe planery czy aparaty analogowe niekoniecznie chcą wrócić do dawnych czasów. Szukają raczej czegoś, czego brakuje im tu i teraz – większego spokoju, skupienia i poczucia, że nie każda chwila musi być udokumentowana, opublikowana czy oceniona przez innych.

Może właśnie dlatego analogowe przyjemności nie znikają mimo rozwoju technologii. Dają nam coś, czego nie da się pobrać z aplikacji – możliwość bycia naprawdę obecnym.

Warto wiedzieć!

Jeśli zainteresował Cię temat świadomego zwalniania i odnajdywania spokoju w codzienności, zajrzyj również do naszego artykułu „Cisza, której unikamy – dlaczego ciągle potrzebujemy bodźców”. To naturalne rozwinięcie refleksji o tym, dlaczego coraz częściej szukamy chwil tylko dla siebie.